„Artemis” z włoskim niebem
U nas na reprodukcji przedsmak. Ale ten piękny tryptyk trzeba zobaczyć na własne oczy, żeby potem, chcąc nie chcąc, długo nie odchodzić i napawać się harmonią błękitnych laserunków, przejrzystością budowli jak z kryształu górskiego, wtopionych w pejzaż. Dać się ponieść sugestywnej, ciepłej fali płynącej z tego monumentalnego płótna, dzieła krakowskiej artystki, Iwony Fischer-Zuziak.
Obraz, zatytułowany nazwą starożytnego włoskiego miasta, „Gaeta" - mocno postawiony a zwiewny, zdaje się, że nie bez cech magii - jest przewodnim dziełem pośród pejzaży artystki, wystawionych w nowej siedzibie krakowskiej galerii „Artemis". Wernisaż połączono z początkiem nowego.
„Artemis" - prężna i zasłużona dla współczesnego malarstwa galeria Janiny Górki-Czarneckiej znikła z pejzażu ulicy Floriańskiej. Mieści się teraz, również na I piętrze, ale przy ulicy Starowiślnej 21. Większa powierzchnia, sąsiedztwo Sceny Kameralnej Starego Teatru - tak, to są plusy... A poza tym? Bywalcy ze świata i tak odnajdą „Artemis".
Pierwsza wystawa na nowym miejscu potwierdza świetny gust marszandki i kontynuację wysokich lotów galerii. Iwona Fischer-Zuziak, wytrawna kolorystka, żeby nie pozwalać sobie na sprawdzone zestawienia barw, podczas pracy nad każdym kolejnym cyklem obrazów świadomie ogranicza paletę. Po czym zaskakuje widza uderzeniem w niepowtarzalny ton. To wyższa szkoła jazdy - wytrawni malarze wiedzą. Pewne fragmenty jej mniejszych pejzaży toskańskich i umbryjskich przywodzą na myśl obrazy Giotta, a także krajobrazowe partie płócien El Greca - cyprysy, pinie, włoskie słońce... Cóż, tego nie można uniknąć - ale monumentalny tryptyk „Gaeta", świadectwo talentu, jest dziełem absolutnie integralnym. Owocem natchnienia, można podejrzewać.
Malarka nie przypisuje sobie wszystkich zasług. Twierdzi, że nie zobaczyłaby takiej Italii i nie odebrałaby jej w taki sposób, gdyby nie reżyser Giovanni Pampiglione, przewodnik niezastąpiony, który od lat towarzyszy jej nie tylko w podróżach.
Marek Sołtysik
Przekrój, nr 20, 1998